Otwarcie biblioteki na osiedlu Wincentego Witosa

dr Przemysław Ruchlewski

Kto głosuje na trzy tego zjedzą wszy.
Tczewska organizacja niepodległościowa Victoria


Tablica pamiątkowa na budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej

Pojałtańska zmiana układów sił w Europie zaowocowała powstaniem dwóch przeciwstawnych bloków militarnych złożonych, z jednej strony ze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i państw bloku komunistycznego oraz USA i państw kapitalistycznych z drugiej. Polska znalazła się w kręgu tzw. "demokracji ludowych". Pozorne wyzwolenie kraju i wprowadzenie tzw. demokracji socjalistycznej, która w systemie marksistowsko-leninowskim miała mniej więcej tyle wspólnego z normalną demokracją co krzesło elektryczne ze zwyczajnym krzesłem, nie przyniosło upragnionej wolności.

W ramach sprzeciwy społeczeństwa wobec komunistycznej dyktatury powstawało wiele organizacji niepodległościowych. Kilka z nich działało w latach 1945-1956 w Tczewie. Były to: Tajna Organizacja Skautingu, Victoria, Victoria I, Wolność i Niezawisłość (Niepodległość), Zapora, Znicz, Związek Mścicieli Polskich, Zwycięstwo. Najdłużej z nich działającą była Victoria, przekształcona z Gwardyjskiego Klubu Sportowego "Victoria". Należało do niej kilkanaście osób, głównie harcerzy z III Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej im. Jana III Sobieskiego oraz uczniowie szkół.

Na czele organizacji stał jej założyciel Leon Markowski ps. "Wiewiórka", a funkcję zastępcy pełnił Józef Urban (według aktu oskarżenia inicjatorem grupy był Józef Urban, a Leon Markowski dołączył do organizacji przed referendum z czerwca 1946 roku). Spotykano się w domu przy ulicy Słowackiego 1, w pokoju na strychu. Młodzi ludzie sporządzali i rozpowszechniali własnoręcznie przygotowane ulotki, które zawierały hasła antypaństwowe i antyradzieckie. Prowadzono również ćwiczenia o charakterze wojskowym. Sztuka orientacji w terenie, odczytywanie map, podstawy łączności, rzucanie granatami, nauka o broni i wreszcie strzelanie z broni palnej wchodziły w zakres działań grupy. Członkowie "Victorii" byli osobami młodymi, kilkunastoletnimi, ale ukształtowanymi tradycyjnym patriotycznym wychowaniem. Chcieli walczyć z radzieckim okupantem i marzyli o odzyskaniu prawdziwej niepodległości. Zderzenie z ludową władzą było bardzo bolesne.

Jeden z pierwszych zachowanych donosów poruszających temat Victorii pochodzi z grudnia 1949 roku. Doniesienie opracowano wykorzystując materiały od Zarządu Powiatowego Związku Młodzieży Polskiej w Tczewie. Pisano, ze na terenie Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego w Tczewie działała tajna organizacja młodzieżowa "Klub Victoria". Prezesem miał być Tadeusz Przybylski, a sekretarzem Marian Durczak. Do aktywnych członków zaliczono: Kazimierza Fettera , ps. "Bolszewik", Mariana Zagórskiego, ps. "Siwek", Edmunda Storma, ps. "Czapajew", Leona Markowskiego, Kazimierza Lońskiego i Wincentego Struczyńskiego. Jaką "wrogą robotę" ci młodzi ludzie, oprócz zebrań w miejskim parku, wykonywali, tego już doniesienie nie precyzuje.

W akcie oskarżenia szczegółowo opisano działalność grupy. Według śledczych Victoria powstała na przełomie 1945/1946 roku, a pierwszym przywódca był Józef Urban (grupa początkowo nie przyjęła żadnej nazwy, spotykano się na boisku klubu Victoria). W liceum poznał Kazimierza Fettera, Mariana Durczaka, Bernarda Durczaka i Wincentego Struczyńskiego. W mieszkaniu Bernarda Durczaka wszyscy złożyli przysięgę na wierność organizacji. Tam podjęli również decyzję o przygotowaniu antypaństwowych plakatów. Sporządzili, używając kredek dwa plakaty. Jeden przedstawiał walczące między sobą "obozy" – Armię Krajową i komunistów. Zwyciężali oczywiście AK-owcy. Następny afisz ukazywał sztandary dwóch w/w "obozów", przy czym wyżej powiewał sztandar AK. Wieczorem tego samego dnia czworo młodych ludzi rozwiesiła plakaty na terenie Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego, wówczas przy ulicy Józefa Stalina. Jeden przylepiono w ubikacji, drugi na dziedzińcu gimnazjum. Następnego dnia z satysfakcją obserwowali jak szkolny woźny Franciszek Biliński, otoczony przez grupę uczniów próbował zerwać plakat.

Grupa zrywała również plakaty z hasłami PPR i PPS, m.in. przy ul. Dąbrowskiego koło kina "Wisła". Wincenty Struczyński wpadł na pomysł napisania ulotek z hasłami "Precz z PPR i PPS. Niech żyje Armia Krajowa". Skorzystał z maszyny do pisania swego ojca. Powstało kilka ulotek oraz jeden anonim. Wraz z Marianem Durczakiem, wieczorem przy ulicy 30 stycznia rozrzucili antypaństwowe materiały. Wspomniany anonim Struczyński wysłał do właściciela lokalu "Grand" (późniejsza Gospoda Spółdzielcza). W liście żądał zerwania afiszu propagandowego w witrynie oraz zastąpienia czerwonej chorągwi wywieszonej nad wejściem do budynku chorągwią biało-czerwoną.

Na miesiąc przed referendum z 30 czerwca 1946 roku. Józef Urban spotkał kolegę z czasów wojny Leona Markowskiego i poinformował go o istnieniu organizacji pod jego przywództwem. Wspólnie napisali trzy ulotki o treści "Nie głosujcie na 3, a na 1, to będziecie jedli kiełbasę i szynkę, kto głosuje na 3, tego zjedzą wszy". Wieczorem wywiesili dwie ulotki przy ulicy Dworcowej, jedną na ulicy Stalina. Współpraca dwójki osób nie trwała długo, albowiem Urban zachorował i kontakt się urwał. Markowski starał się kontynuować "antypaństwową" działalność starając się znaleźć ślady tczewskiej organizacji. W marcu 1948 roku spotkał się z jego ówczesną narzeczoną Eugenią Markowską. Przyszła żona, słysząc o działaniach Markowskiego wyznała, że ma w posiadaniu broni "Walter" i około 60 naboi. Pistolet trafił do jej męża. Dopiero w sierpniu 1949 roku Markowski dość przypadkowo natrafił na Mariana Durczaka, jednego z członków grupy. Szybko został przyjęty, stał się także przywódcą organizacji. W jego mieszkaniu przy ulicy Słowackiego 4 przedstawił wizję rozwoju grupy. Planowano wysadzić pomnik poległych żołnierzy radzieckich przy ulicy 30 stycznia oraz zdobyć broń z powiatowej komendy "Służby Polsce" w Tczewie. Postawiono sobie również zadanie zdobycia listy członków Związku Młodzieży Polskiej, w celu utrudnienia jej działalności.

W tamtym okresie do organizacji należeli również Marian Stojałowski, Bernard Durczak (kuzyn Mariana Durczaka) oraz Stanisław Pehnke.

Na przełomie lipca i sierpnia 1949 roku kontakt z grupą nawiązał ponownie Józef Urban. Pracował w kinie "Wisła", gdzie pomocnikiem operatora był również Leon Markowski, który zaproponował Urbanowi powrót do czynnej działalności w organizacji, która wtedy właśnie przyjęła nazwę "Victoria". Stary przywódca chciał wykazać się przed kolegami swoimi możliwościami. Nakłonił swoją koleżankę Rutę Bukowską do sporządzenia planu Zblewa, wsi, w której mieszkała. Notatkę z zaznaczonym posterunkiem MO, kościołem, szkołą oraz okolicznymi lasami i jeziorami w późniejszym okresie Urban spalił.

Pod koniec kwietnia Markowski poinformował Urbana, że otrzymał wezwanie do stawienia się 1 maja w Powiatowym Zarządzie ZMP. Spodziewał się, że zostanie aresztowany. Na spotkanie nie poszedł, ale nie uniknął aresztowania.

W dniach od 10 do 15 maja 1950 roku funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Tczewie zatrzymali członków organizacji "Victoria". Leona Markowskiego, najstarszego z grupy 21-letniego przywódcę aresztowano 10 maja w dyrekcji Zarządu Kin w Gdańsku. Resztę grupy schwytano w Tczewie i Pelplinie. Zamknięto ich w areszcie śledczym PUBP w Tczewie, dzisiejszym budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej. W pamięci aresztantów zapisało się dwóch funkcjonariuszy UB: Kazimierz Krobski i Jan Magdziarz. Szczególnie znęcali się nad Kazimierzem Fetterem, Leonem Markowskim i Wincentym Struczyńskim. Więźniów bito i torturowano. Wbijano im zapałki i igły pod paznokcie, wkładano ołówki między palce rąk i boleśnie ściskano, co prowadziło do złamań i zwichnięć oraz bito po stopach. Oto opis kaźni Barnarda Durczaka, sporządzony przez gdański IPN: Podczas wielogodzinnych nocnych i dziennych przesłuchań Kazimierz Krobski zmuszał poszkodowanego Bernarda Durczaka do stania bez ruchu twarzą do ściany i jednoczesnego przytrzymywania czołem ołówka, a także bił go po twarzy skórzanymi rękawiczkami. Przesłuchiwanych maltretowano do utraty nieprzytomności.

Poza wymienionymi zatrzymano również Józefa Urbana, Bernarda Durczaka, Mariana Durczaka, Mariana Stojałowskiego, Stanisława Penke i Eugenię Markowską. Trójka z aresztantów – Fetter, Markowski i Urban podjęła 8 lipca próbę ucieczki i uwolnienia pozostałych aresztantów. Józef Urban, wraz z innym więźniem Kazimierzem Jóźwiukiem, nie będącym członkiem Victorii zaatakowali oddziałowego Edwarda Słomskiego, obezwładni go i zajęli areszt z dyżurką. Nie znaleźli tam broni, dlatego też poddali się bez walki. Uciekinierów przewieziono do siedziby PUBP w Tczewie i dotkliwie pobito.

Aresztantów do czasu rozprawy przewieziono do więzienia w Gdańsku. Markowskiemu zafundowano karcer, o bardzo małych wymiarach jako dodatkową karę. Śledztwo zamknięto już 6 września. Rozprawa przeciwko członkom "Victorii" odbyła się 13 października przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Gdańsku. Przewodniczył sędzia ppłk Edward Rataj, a rolę oskarżyciela pełnił ppor. Ryszard Słoń.

Wszystkich aresztowanych (oprócz Eugenii Markowskiej) oskarżono o czynienie "przygotowania do zmiany przemocą ustroju Państwa Polskiego". Zarzucono im także, że "byli wrogo nastawieni do władzy ludowej i odbywali nielegalne zebrania". Przedstawiono również zarzut rozpowszechniania treści antypaństwowych wzywających do popełnienia "zbrodni" (poza Marianem Stojałowskim i Stanisławem Pehnke). Markowskiemu, Fetterowi oraz Marianowi Durczakowi przedstawiono dowody nielegalnego posiadania broni typu "Walter", a pozostałych Bernardowi Durczakowi, Pehnke i Stojałowskiemu posądzono o "nieudzielenie informacji o nielegalnym przechowywaniu broni". Markowskiemu przedstawiono też zarzut planowania zniszczenia pomnika żołnierzy radzieckich. Ponadto Fettera, Markowskiego i Urbana obwiniono o dopuszczenie się "gwałtownego zamachu na urzędnika państwowego". Wyroki były bardzo surowe. Sąd wymierzył Leonowi Markowskiemu 15 lat pozbawienia wolności, Kazimierzowi Fetterowi i Józefowi Urbanowi po 10 lat więzienia. Pozostałym członkom – Bernardowi i Marianowi Durczakom po 7 lat, Wincentemu Struczyńskiemu, Marianowi Stojałowskiemu i Stanisławowi Pehnke sąd wymierzył po 6 lat. Oskarżoną o posiadanie broni Eugenię Markowską sąd uniewinnił. Wszyscy skazani utracili prawa obywatelskie na 3 lub 2 lata, a ich mienie przepadło.

Wniesiono rewizję wyroku, ale Naczelny Sąd Wojskowy w Warszawie potwierdził wyrok niższej instancji. Kary więzienia członkowie "Victorii" odbywali w Gdańsku, Sztumie, Strzelcach Opolskich i w Jaworznie. Szczególnie ciężkie warunki panowały w obozie pracy w Jaworznie (więźniowie pracowali w różnych przedsiębiorstwach i kopalniach w tzw. Progresywnym Więzieniu dla Młodocianych w Jaworznie). Marian Durczak pracował w Łagiewnikach Śląskich w kopalni "Barbara Wyzwolenie", a Józef Urban w Przedsiębiorstwie Budownictwa Więziennego w Jaworznie oraz w kopalni "Kościuszko" Makoszowy.

Kilkunastoletnia młodzież została skazana na wiele lat więzienia. Rodziny rozpoczęły starania o zwolnienie, lub zmniejszenie kary. Pisano do naczelników zakładów karnych i do prezydenta Bolesława Bieruta. Oto fragment jednego z listów: Drogi Obywatelu Prezydencie racz zrozumieć serce matki, wróć synowi mojemu wolność. Wierzę, że prośba moja zostanie rozpatrzona i proszę jeszcze gorąco o przychylne i pozytywne załatwienie mojej prośby. Po kilku latach wszyscy otrzymali skrócenie kary i zostali wypuszczeni z więzienia. Ostatnimi byli Kazimierz Fetter, Józef Urban i Leon Markowski zwolnieni w czerwcu i lipcu 1954 roku.

Powstaje pytanie dlaczego tak młodzi ludzie (w 1946 roku Urban, Fetter i Bernard Durczak mieli po 15 lat, a Marian Durczak miał tylko 13 lat) zdecydowali się na taką działalność? Ich motywy były proste, ale bardzo szlachetne. Kierował nimi patriotyzm, pragnienie walki o niepodległość Polski. Nie zastanawiali się jak straszne konsekwencje poniosą, a może wiedzieli, ale byli po prostu odważni? System potraktował ich bardzo brutalnie. Wprawdzie oskarżyciele zauważyli, że grupa spotykała się bardzo nieregularnie, na zasadzie spontaniczności i przynależności (lub zwykłej chęci grania w piłkę nożną) do klubu piłkarskiego "Victoria". Prokuratorzy twierdzili, że działalność młodych ludzi "została przerwana w stadium czynności przygotowawczych". Jednak zażądali drakońskich kar. I sąd je wymierzył.

Okres odbywania kary był niewątpliwe bardzo ciężkim przeżyciem dla młodych ludzi. Śledztwo trwało kilka miesięcy, przesłuchiwania prowadzono w dzień i w nocy, aresztantów bito i poniżano. Pozbawienie wolności dla tak młodych ludzi było bardzo dotkliwe. Najgorzej mieli, ci którzy pracowali w kopalniach. Po wyjściu z więźnia (np. Marian Durczak odbywał służbę wojskową w karnym batalionie pracy i wykonywał prace fizyczne w kopalni) mieli znacznie gorszy strat życiowy, nie wspominając o uszczerbku na zdrowiu.

Postawa tych młodych ludzi jest godna przypomnienia. Dzięki takim bohaterom doszło w przyszłości do powstania zrębów opozycji demokratycznej i w konsekwencji do przemian systemowych i wywalczenia prawdziwej wolności.

Bibliografia:
IPN Gd 146/88 t. 1
IPN Gd 146/88 t. 2
W. Bielecki, Przemijają lata, pozostają ślady. Opowieść o ludzkich losach i organizacjach niepodległościowych, działających na terenie Tczewa i powiatu tczewskiego, walczących z dyktaturą w okresie stalinizmu, Tczew 1997.
www.tczewska.pl
www.bibula.com

Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa
Projekt Z książką na start
Logo GPEC
Program Academica
Logo Gamma
Logo Larix


Najnowszy numer (102) Kociewskiego Magazynu Regionalnego już jest już dostępny w katalogu on-line!

Październik 2018
P W Ś C Pt S N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
Brak wydarzeń
Biuletyn Informacji Publicznej